Obserwatorzy

czwartek, 7 czerwca 2012

Pierwszy projekt denko - maj


Witajcie!

Trochę spóźnione ale jest :) moje pierwsze denko. Wiec przechodzę od razu do rzeczy :)

1. Krem pod prysznic Body shop

Niestety tak bardzo jak lubiłam tą firmę tak bardzo się zawiodłam na tym kosmetyku. Krem ma bardzo przyjemny zapach ale na pewno nie jest to zapach kakao. Bardzo gęsta konsystencja utrudnia wydobycie go z opakowania. W ogóle się nie pieni, kremowa, gęsta i lepiąca się maź rozprowadza i ślizga się na ciele  nawet go nie nawilżając. Wg mnie mogę go zaliczyć do bubli. Co do buteleczki jest wykonana z bardzo twardego plastiku który nie można nawet zgnieść aby wydobyć  produkt  a odwrócenie jej do góry nogami nic nie daje bo konsystencja jest za gęsta żeby tak po prostu spłynęła.



Również cały Body shop należy do L’OREALA który testuje swoje produkty na zwierzętach i mimo to że sklep oznacza swoje produkty że nie testuje ich koncern pod który należy to robi. Nie chce dać zarobić całemu koncernowi  kupując rzeczy z Body shopu więc raczej już te produkty u mnie nie zagoszczą.


2. Żel pod prysznic z Original source

Czekoladowo-mietowe cudo. Pięknie pachnie,  bardzo dobrze się pieni i myje. Nie nawilża ale żadnego takiego efektu się nie spodziewałam. Jestem bardzo zadowolona i na pewno jeszcze nie raz go kupię.



3. Puder Vipera

Bardzo żałuje że się skończył bo był naprawdę fajny. Transparentny, matowił skórę na 2-3 godziny.  Bardzo dobrze mi się z nim pracowało :)



4. Korektor Vipera

Korektor przeznaczony do kamuflowania naczynek. Dobrze daje sobie radę z małym zaczerwienieniem  ale trochę trudno się go aplikuje i starcza na bardzo krótko ok. 1 tyg przy codziennym  stosowaniu. Wykończyłam 2 opakowania i raczej już go nie kupie.


5. Laroche-posay lipikar
Mój pierwszy i ostatni produkt z tej firmy. Kupiony chyba ponad rok temu.
Balsam do ciała dosyć dobrze nawilża ale bez rewelacji. Biała, lekka i bezzapachowa konsystencja. Szybko się wchłania. Niestety firma również testuje produkty na zwierzętach


6. Masło do ciała z Body Shopu
Bardzo fajny zapach i gęsta konsystencja - wszyscy znają wiec nie będę się rozpisywałam :)



7. Krem do twarzy Nivea pure&natural
U mnie niestety się od nie sprawdziła. Ma fajną konsystencję, dosyć lekką ale bardzo długo się wchłania musiałam poczekać kilkanaście minut zanim nałożyłam makijaż. Nawilżenia spektakularnego nie zauważyłam, za słabe jak dla mnie. W dodatku czasami zdarzyło się że podrażnił moją skórę a już szczególnie wokół oczu. Oceniam go bardzo słabo ale nie był jakoś bardzo drogi więc nie żałuje że go przetestowałam. Skład ma dosyć przyjazny aczkolwiek nie 100% naturalny.


8. Balsam do ciała Fruttini pomarańcza i mleko bardzo długo go miałam a to dlatego że używałam go wyłącznie jak byłam w domu. Zapach- cudownie pomarańczowy, nie utrzymuje się długo na skórze. Konsystencja rzadka i trochę lejąca się co utrudniało aplikację. Samo nawilżenie oceniam na dobrze ale nie jakoś super. Fajnie, że ma trochę naturalnych olejków i ekstraktów. Zastanowię się jeszcze czy kupie go ponownie.







9. Bomby do kąpieli
Ślicznie pachną i barwią wodę więcej np. co do ich działania nie zauważyłam. Przyjemny gadżet do relaksowania się w wannie :)




poniedziałek, 4 czerwca 2012

Ulubieńcy - maj


Witajcie

Nadszedł czas na ulubieńców maja. Chce wam przedstawić produkty które bardzo mi się spodobały w tym i w sumie poprzednim miesiącu a nie pokazywałam ich jeszcze na blogu. 


1. Róż z Bell

Zakupiony pod wpływem pozytywnych recenzji na blogach :) również dołączam do nich swoją. Bardzo pozytywnie mnie zaskoczył mimo jaskrawego i mocnego koloru w słoiczku świetnie się rozciera pozostawiając jasno różową "smugę". Efekt ten można zwiększyć nakładając większą ilość produktu lub zmniejszyć za pomocą pudru lub silniejszego roztarcia. Ja nakładam go palcami a potem lekko przypudrowuje. Trzyma się na moich policzkach naprawdę długo. Jestem z niego bardzo zadowolona i na pewno mogę go polecić.



2. Róż z MYIO
Tego różu używałam na przemian z Bell kiedy bardzo się śpieszyłam. Jest łatwy w aplikacji nie można zrobić sobie nim krzywdy czy jakiś nieładnych placków. Kolorek ma delikatny i ładnie rozprowadza się pędzelkiem. Nie jest może specjalnie trwały ale kilka godzin na pewno wytrzymuje.

































































Niestety mój róż zaliczył mały upadek :/


3. Perfecta – serum intensywnie regenerujące
Chociaż produkt jest przeznaczony do wszystkich rodzajów skóry po 30 roku życia, ja choć mi do 30-ki daleko używam go dosyć często i jeszcze krzywdy mi nie zrobił a wręcz przeciwnie. Nakładam go rano(oczywiście nie codziennie) jeszcze przed filtrem. Bardzo dobrze radzi sobie ze zmęczeniem oczu i ogólnym odświeżeniem twarz. Daje efekt naprawdę bardziej promiennej i wypoczętej skóry – jak pisze producent. Ślicznie pachnie bardzo cytrusowo i świeżo. Jest to moja już chyba – 4 czy 5 opakowanie. Teraz przechowuję go w słoiczku po kremie do którego wyciskam zawartość saszetki, dużo łatwiej mi serum wyjąć i nie brudzi niczego tak jak to bywa ze wszystkimi napoczętymi saszetkami np. maseczek.













































4. Gąbka Konjac
Świetna do codziennego mycia i peelingowania twarzy. Odkryta oczywiście dzięki blogowi. Bardzo miękka dopasowuje się do twarzy i super ją masuje. Oczyszczenie samą gąbką nie zauważyłam dlatego zawsze używam ją z żelem do twarzy.


















5.  balsam do ciała z AA


Balsam przeznaczony do suchej skóry. Jest bardzo nawilżający, skóra jest miękka i bardzo przyjemna w dotyku. Ujędrnienia wielkiego nie zauważyłam ale jednak trochę coś działa. Modelowania ciała żadnego nie daje i nawet się go nie spodziewałam. Kupiłam go w sumie tylko i wyłącznie dla zapachu który jest dla mnie cudowny. Bardzo odświeżający i cytrusowy. Lubię zapach cytryny a on właśnie nią intensywnie pachnie. Dobrze i szybko się wchłania. Poszukiwania odpowiedniego balsamu na razie zakończone powodzeniem.




Wiem, że moi ulubieńców jest bardzo mało ale o innych produktach z którzy mi się bardzo podobają i używam ich codziennie już pisałam.

poniedziałek, 28 maja 2012

"Kolekcja" lakierów :)

Witam Kochani !

Wiem jak dużo z was jest lakierowymi maniaczkami. Zawsze lubiłam lakiery i zadbane paznokcie ale muszę się przyznać że dopiero od niedawna zaczęłam naprawdę często, je malować i pielęgnować. Wcześniej mi się to nie zdarzało ale teraz cały czas mam jakiś kolorek na paznokciach. Kilka zdobyczy lakierowych już zamieściłam na blogu ale teraz chcę pokazać cały mój zasób lakierowy :) Więc zapraszam do oglądania i komentowania.

Lakiery podzieliłam kolorystycznie żeby było łatwiej przeglądać :)

Pudełeczko w którym przechowuje moje skarby 



Moja cała, mała "kolekcja" :)

Odżywki:
Pierwsze dwie są z wibo, następnie essence i eveline


1 GR nr 53
2 Flormar nr NA04
1. Delia  nr 64
2 Inglot nr 183        


1. Delia nr 5
2 Wibo nr 6
3 Sensique nr 116
4 Miss selene nr 209

Zielenie:
1. Miss selene nr. 153
2. Golden Rose nr. 228
3. Diadem nr. 217

Niebieskie:
1. Wibo nr. 330 ?
2. Inglot nr. 309
3. Golden Rose nr. 340



Catrice nr. 620



GR
1. fiolet nr. 342
2. fiolet ze złotem nr 306




Jump nr 145
Hean nr 2



Essence 
1. nr 78
2. nr 38



Te już pokazywałam ale nie było by całej kolekcji bez nich :)






Coral nr 156










GR nr 209




Flormar nr P19









Post o weganizmie w przygotowaniu.

Pozdrawiam :)

czwartek, 24 maja 2012

Pielęgnacja włosów


Witajcie !!!

Dzisiaj chce wam przedstawić jak i czym ostatni pielęgnuje swoje włosy.  Moje włosy są średniej długości kiedyś były naprawdę długie ale teraz intensywnie zapuszczam. Jeśli możecie sobie to wyobrazić to mam na głowie 3 kolory: ciemny blond jakieś 3 cm od skóry mój naturalny kolor, później blond (nieudane farbowanie u fryzjera miał być ciemny brąz) a następnie czarna kita z farbowania (czarny kolor miałam jakieś 3 lata) i próbuje z niej właśnie zejść ale nie chce już żadnych farb czy dekoloryzacji . Włosy myję co dziennie, czasami 2 razy nakładam szampon szczególnie wtedy kiedy spłukuje olejki, następnie odżywka ze spłukiwaniem. Olejki stosuję co drugi, trzeci dzień min. na 2 godziny ale często robię to wieczorem i spłukuje rano (także olejki mają czas aby dobrze odżywić włoski przez całą noc). Od jakiegoś czasu nastawiłam się na ekologiczną pielęgnację więc staram się używać tylko takich produktów do włosów chociaż zdarza się i coś mniej naturalnego.


1. Szampon – obecnie testuję Alterrę z makadamią i figami Ma już o niej wyrobione zdanie więc mogę cos napisać. Jest bardzo fajny w użyciu. Konsystencją przypomina galaretowatą biało-bezbarwną substancje. Zapach jest śliczny bardzo mi przepadł do gustu ale nie jestem do końca pewna czym tak naprawdę pachnie. Pieni się średnio ale jego większa ilość bardzo dobrze. Oczyszcza i pozostawia włosy nawet nie zbyt poplątane i szorstkie co jest wielkim plusem. Są po nim puszyste i miękkie. Jak dla mnie super szampon choć się po nim tego nie spodziewałam. Jedyne co mnie trochę martwi to to, że jest trochę za mało wydajny.



2. Odżywka- obecnie Alterra z morelą. Ma ładny zapach chyba moreli chociaż nie jestem pewna czego jeszcze wyczuwam zapach w każdym razie mi się podoba. Konsystencja normalnej odżywki. Nawilża i ułatwia rozczesanie. Czy odżywia? nie wiem nigdy nie umiałam tego sprawdzić, Ale włosy stają się miękkie, lekkie i lejące się (wiecie o co chodzi :)) zupełnie jak po silikonach ale bez niepotrzebnego obciążenia. 

 





















W duecie szampon + odżywka  sprawdzają się świetnie.



3. Maska z Kallon firma produkuje słynną już maskę Crema al Latte milk z proteinami z mleka a ,że jestem weganką i produktów z mleka nie kupuje to wybrałam maskę z proteinami pszenicy i Pentenolem o zapachu wanilii. 



Opakowanie sami możecie ocenić jak dla mnie bez szału ale może być. Zapach ma bardzo przyjemnie waniliowy, polubiłam go. Działanie chyba trochę silikonowe. Nie obciąża włosów, trochę nawilża, z łatwością się potem je rozczesują, są miękkie i śliskie. Dla mnie produkt jest jak najbardziej ok, chociaż drażnią mnie te silikony w składzie. Fajnie czegoś nowego czasami spróbować. Stosuję 3 razy w tygodniu. Jest dosyć wydajna.






4. Olejki z Alterry – rewelacja pod względem zapachu i działania. Wszyscy znają wiec nie będę więcej pisać. Są dość tanie łatwo dostępne bo w rossmannie i moje włosy je uwielbiają. Po zastosowaniu czuję że są nawilżone i pięknie, zdrowo wyglądają a to jest najważniejsze :) Chociaż olejek jest do ciała mi to nie przeszkadza aby stosować go na włosy.




 5. Domowa  maseczka –

Skład:
-miód
-oliwa z oliwek
-olejek rycynowy
-cytryna
-olej kokosowy
-napar z rumianku

Jak dla mnie to najlepsza maseczka której jestem pewna no 100% odżywia, nawilża i naturalnie pielęgnuje włosy. Jest moim ratunkiem na problemy z łupieżem i swędzeniem głowy po nietrafionych produktach i nieudanych testach. Jestem z niej bardzo zadowolona. Używam jej raz do dwóch razy w tygodniu trzymam około 2 godzin ale czasami zdarza mi się w niej usnąć. Każdemu ją polecam po prostu świetna.


A wy jakieś macie sposoby na pielęgnację swoich włosów? Chętnie skorzystam z każdych dobrych rad i wypróbuję wasze sprawdzone kosmetyki. :)

Kochani na weekend wyjeżdżam więc na każde pytanie i komentarz odpowiem po powrocie :)

Pozdrawiam :)

niedziela, 20 maja 2012

Recenzja podkładu Deborah


Witam!

Chciałam wam przedstawić kosmetyk który u mnie się w ogóle nie sprawdził i jestem z niego bardzo nie zadowolona. Jest to podkład firmy Deborah mam go w najjaśniejszym odcieniu 0 który niestety jak większość podkładów jest dla mnie dużo za ciemny i przez to źle wygląda na twarzy. Z tym napisem "dopasowuje się do odcienia skóry" trochę przesadzili.















Jest bardzo bardzo gęsty co utrudni nakładanie go.

Kolejnym jego minusem jest ważenie się podczas aplikacji. Nakładałam go pod różne kremy, bazy, oraz bez niczego i zawsze było tak samo. Nakładany palcami roluje się i ściera tam gdzie przejadę po twarzy palcem, nakładany pędzlem szybko wchłania się w niego i mało produktu zostaje na buzi.
Nie sprawdził się u mnie również nawet jako korektor.
Za minus uważam również krótki czas jaki pozostaje na twarzy jest to może ok. 3-4 godzin jak dla mnie stanowczo za mało.  

Co do działania też rozczarował bo nie matuje jakoś rewelacyjnie i po ok godzinie już całkiem przestaje działać.





No i to co firma zrobiła z opakowanie to przechodzi wszystko – masakra. Solidne to ono rzeczywiście jest ale chyba z przyłożeniem się to tego trochę przegięli. Jest to bowiem bardzo bardzo twarda tubka z której po kilku użyciach wydobyć produkt to mistrzostwo. Trzeba trochę pomyśleć i użyć siły to tego. Już już myślisz, że naciśnięcie jej z całej siły dwoma rękami coś dało trochę podkłady wyszło, puszczasz tubkę żeby go nałożyć a tu co, podkład chowa się do środka  :) mnie to zawsze śmieszyło.

Więc żeby ocena już było pełna to w skali 1-10 daję :
Całe: 3

Plus za SPF10 i za  to, że mogę po rozrobieniu go z innym podkładem malować koleżankę której kolor odpowiada.

Wiem tez że mimo mojej negatywnej oceny u wielu osób się bardzo dobrze sprawdza i na niego nie narzekają. Więc zdania jak zwykle są podzielone. Ja niestety zużyłam go do połowy i dalej po prostu nie byłam w stanie wiec sprezentowałam koleżance która oprócz opakowania nie widzi w nim wad :)
Jednym będzie pasować drugim nie, widocznie moja cera i podkład nie polubili się.